default_mobilelogo

 List otwarty – Polska – Armenia
Zwracamy się z apelem do władz Rzeczypospolitej Polskiej o podjęcie niezwłocznych działań w sprawie pomocy dla Arcachu (tak Ormianie nazywają Górski Karabach).
Apelujemy również do władz Rzeczypospolitej Polskiej o poruszenie sprawy na forum międzynarodowym, o podjęcie działań na rzecz wypracowania trwałego i sprawiedliwego rozwiązania politycznego w sprawie konfliktu o Arcach, które zagwarantują ochronę ludności cywilnej oraz dóbr kultury (ze szczególnym uwzględnieniem dziedzictwa chrześcijańskiego).
W trakcie niedawno zakończonych działań zbrojnych Wysoka Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka zwracała uwagę na możliwość popełnienia przez Azerbejdżan zbrodni wojennych z powodu masowych ataków na ormiańską ludność cywilną. Szczególny niepokój wzbudzają wspomnienia roku 1915, gdy Turcy zapoczątkowali ludobójstwo na Ormianach (około 1,5 miliona zamordowanych) oraz Grekach i Asyryjczykach (łącznie około 1,5 miliona ofiar), a także przełomu lat. 80. i 90. ubiegłego wieku, gdy pogromów na Ormianach (m.in. w Baku i Sumgaicie) dopuszczali się Azerowie. Na uwagę zasługuje też retoryka czołowych polityków Azerbejdżanu, określających Ormian mianem „chrześcijańskich psów”. W 2005 roku, w 90. rocznicę ludobójstwa popełnionego na ludności ormiańskiej w Turcji podczas I wojny światowej, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę, w której czytamy m.in., że „Pamięć o ofiarach tej zbrodni i jej potępienie jest moralnym obowiązkiem całej ludzkości, wszystkich państw i wszystkich ludzi dobrej woli”.
Pojawiające się w mediach informacje o tureckim wsparciu dla Azerbejdżanu przywołują wspomnienia tragicznych dla Ormian wydarzeń. W sytuacji nieuregulowania statusu Arcachu, o czym mowa m.in. w zasadach madryckich wypracowanych przez Grupę Mińską Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, uzasadnienia nabierałyby obawy dotyczące kolejnego ludobójstwa (jako tzw. czystek etnicznych). Korespondenci potwierdzają również obecność w Azerbejdżanie terrorystów i najemników m.in. z Syrii, Libii, Afganistanu i Pakistanu.
Stanowczo podkreślamy, że łączy nas głęboki sprzeciw dla rozstrzygania konfliktu na drodze zbrojnej, dla godzących w prawa człowieka działań Azerbejdżanu (wspieranego przez Turcję i bojowników tzw. Państwa Islamskiego).
Śmierć niewinnych ofiar, ból i cierpienie ludności cywilnej, znaczna liczba ciężko rannych, tysiące uchodźców opuszczających ojczystą ziemię (w tym przerażonych dzieci i kobiet), obracające się w gruzy kościoły, szpitale, szkoły i domy – to wojenne obrazy, które ze łzami w oczach przywołują tylko najstarsi Polacy. Jednak niecałe trzy tysiące kilometrów od Polski jest to obecna rzeczywistość, wojenny dramat rozgrywał się w ostatnich tygodniach na oczach całego cywilizowanego świata.
W obliczu poważnego kryzysu humanitarnego konieczne jest podjęcie działań skutkujących uruchomieniem wszelkiej możliwej w naszych warunkach państwowej pomocy (szczególnie humanitarnej) dla ofiar działań wojennych prowadzonych na terenie Arcachu.
W ostatnim czasie świat obiegały informacje o agresji Azerbejdżanu, o eskalacji konfliktu między Azerami a Ormianami, o kolejnych ofiarach wojny, ale dla polskich Ormian – obywateli Rzeczypospolitej Polskiej – nie były to tylko zwykłe komunikaty medialne, to przecież nieraz cierpienie ich bliskich, rodaków, przyjaciół i znajomych.
Pamiętajmy, że Ormianie w czasie siedmiowiekowej obecności w nowej Ojczyźnie nigdy nie zapomnieli o swych korzeniach, stali się najwierniejszą mniejszością w państwie polskim, mawiano nawet (nie bez racji), że „Ormianin to podwójnie Polak”. Mjr Walerian Tumanowicz (uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, wojny obronnej 1939 r. i oficer Armii Krajowej, żołnierz niezłomny, zamordowany na mocy komunistycznej zbrodni sądowej w 1947 r.) podczas procesu dumnie powiedział: „z krwi jestem Ormianinem, z duszy i przekonań Polakiem”. Słowa Bohatera podzielały i podzielają tysiące Polaków mających ormiańskie korzenie.
Warto podkreślić, że w Armenii – państwie, które jako pierwsze na świecie przyjęło chrześcijaństwo (w roku 301) – mieszkają również Polacy (część spośród naszych rodaków działa aktywnie w Związku Polaków w Armenii „Polonia”).
Światowi przywódcy w sprawie przedmiotowych wydarzeń wypowiadają nie tylko ważne słowa, podejmują również odpowiednie działania, czego przykładem mogą być między innymi reakcje Prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz Prezydenta Republiki Francuskiej.
„Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili” – ponadczasowa myśl Edmunda Burke’a winna nam towarzyszyć również w sprawie Arcachu. Porozumienie, które nie określa statusu Arcachu grozi postępującą destabilizacją regionu oraz rozprzestrzenieniem konfliktu na tzw. Zakaukaziu, co może prowadzić do poważnych i nieprzewidywalnych konsekwencji, będąc zagrożeniem dla bezpieczeństwa międzynarodowego. Z tychże powodów konieczne jest podjęcie zdecydowanych działań, które doprowadzą do międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa.
Ufamy, że władze Rzeczypospolitej Polskiej podejmą wszelkie możliwe działania, których efektami będą: odpowiednia reakcja wspólnoty międzynarodowej oraz pomoc dla ofiar działań wojennych.
dr hab. Michael Abdalla, prof. UAM
ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz
prof. Marek Jan Chodakiewicz
dr Marta Cywińska, pisarka
prof. dr hab. Antoni Dudek, wykładowca UKSW
dr Bartłomiej Grysa, orientalista, dziennikarz
Liana Harutyunyan, Prezes Związku Polaków w Armenii „Polonia”
ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
dr hab. Renata Król-Mazur, Uniwersytet Jagielloński, sekretarz Instytutu Badań Ormiańskich
prof. dr hab. Grzegorz Kucharczyk
Michał Listkiewicz, były Prezes PZPN, sędzia finału mistrzostw świata, przewodniczący Komisji Sędziów Armenii, filolog, tłumacz, felietonista
dr Dominika Maria Macios, Polski Instytut Badań nad Sztuką Świata
prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak, Przewodniczący AKO w Poznaniu
prof. dr hab. Witold Modzelewski
prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski, UMK Toruń
ks. prof. dr hab. Józef Naumowicz
Jadwiga Nowakowska, reżyser filmu „Kraj wojny i marzeń”
Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP w Armenii
dr Jakub Osiecki, Sekretarz Ormiańskiego Towarzystwa Kulturalnego
prof. dr hab. Andrzej Pisowicz
Witold Repetowicz
Marek Reszuta, b. chargé d’affaires a.i. oraz Kierownik Referatu Polityczno-Ekonomicznego Ambasady RP w Erywaniu
prof. dr hab. Krzysztof Stopka
Łukasz Warzecha, publicysta
dr hab. Andrzej A. Zięba, Dyrektor Ośrodka Badań nad Kulturą Ormiańską w Polsce, Polska Akademia Umiejętności
prof. dr hab. Jan Żaryn, IH UKSW
za: Stowarzyszenie Ormiańskie „Mer Hajrenik” im. Abp. Józefa Teofila Teodorowicza
– oficjalna strona na Facebooku.
FOTORELACJA
zdjęcia: ks. Karnik Hovsepian, ks. Rafał Krawczyk, ks. Leszek Kryża

14-15.11.2020 - Erywań, Giumri


 15.11.2020 - Centrum im. Kard. Agadżaniana



16.11.2020 - Arpeni, Ghazanci



 15-16.11.2020 - u Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP w Giumri

 

16.11.2020 - szpital w Aszocku


17.11.2020 - droga z Arcachu, msza św. w Azatan


18.11.2020 - pożegnalna msza św. w Giumri, Marmashen, Panik


18-19.11.2020 - Erywań - kaplica Seminarium, Caritas Armenia

 


19.11.2020 - cmentarz w Erywaniu




20.11.2020 - audiencja u abp. Rafała Minassian
 


20.11.2020_Eczmiadzyn


20.11.2020 - Cicernakaberd




Letter of His Holiness Patriarch Gregor Petros XX Catholicos Patriarch of the House of Armenian Catholics of Cilicia to

Mr. Nikol Pashinyan, the Prime Minister of Armenia

 Mr. Prime Minister,

We are following most attentively and with great anxiety the unrestrained attack of Azerbaijan on Artsakh-a violation of the Human Rights and the international norms. We are also disturbed with the hazardous escalation of the attack on Artsakh and Armenia.

We express our full support to our brothers and sisters, the courageous army of Artsakh and Armenia, also our solidarity with the measures You are taking to ensure the safety of the Motherland and Artsakh. I believe that in the course of talks we ought to fix our attention on the dangerous situation emerged as a consequence of the Azerbaijan attack and on the importance of carrying out necessary interventions to regain peace.

We pray and ask the Lord to help reestablish peace between all nations and to take into His own protection all of the children of the first Christian nation, to console the families of the deceased and to grant immediate and full recovery to the injured.

Gregor Petros XX
Catholicos Patriarch of the House of Armenian Catholics of Cilicia

 

Патриарх Армян Католиков Дома Киликийского Его Священство Григор-Петрос ХХ направил письмо премьер-министру Армении Николу Пашиняну

 Уважаемый господин Премьер-министр!

Мы с пристальным вниманием, с глубокой озабоченностью следим и продолжаем следить, как Азербайджан совершает разнузданное нападение на Арцах, что является нарушением Прав Человека и международных норм. С обеспокоенностью также следим за угрожающим развитием нападения на Арцах и в направлении Армении.

Выражаем нашу целостную поддержку нашим братьям и сестрам, отважной армии Арцаха и Армении, также поддерживаем все меры, которые предпринимаете для обеспечения безопасности родины и Арцаха. Я уверяю вас, что в ходе наших бесед мы должны обратить внимание на опасную ситуацию, созданную нападениями Азербайджана и на важность осуществления необходимых вмешательств для восстановления мира.

Мы молимся и просим Всевышнего помочь восстановить мир между всеми народами и под свое покровительство взять и защитить детей верной Ему первой христианской нации, утешить родственников погибших и дать скорейшее и полное выздоровление раненым.

Григор-Петрос ХХ
Патриарх Армян Католиков Дома Киликийского

Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami,
i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus.
Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi
teraz i w godzinę śmierci naszej.

Amen.

Ողջոյն քեզ, Մարիամ,
լի շնորհոք, Տէրն ընդ քեզ.
օրհնեալ ես դու ի կանայս
եւ օրհնեալ է պտուղ որովայնի քո՝ Յիսուս։
Սրբուհի Մարիամ, մայր Աստուծոյ,
բարեխօսեա՛ վասն մեր՝ մեղաւորացս,
այժմ եւ ի ժամու մահուան մերոյ.

Ամէն:

Wochczujn kez, Mariam, li sznorok,
Tern ynd  kez, ornjal es du i kanajs
jew ornjal e ptugh worowajni ko: Hisus!
Syrpuhi Mariam, majr Astuco,
barechosja was(y)n mer, meghaworacys,
ajż(y)m jew i żamu mahwan mero.

Amen

 

Ojcze nasz, któryś jest w niebie,
święć się Imię Twoje,
przyjdź Królestwo Twoje,
bądź wola Twoja,
jako w niebie, tak i na ziemi.
Chleba naszego powszedniego
daj nam dzisiaj,
i odpuść nam nasze winy,
jako i my odpuszczamy
naszym winowajcom,
i nie wódź nas na pokuszenie,
ale nas zbaw ode złego.

Հա՛յր մեր, որ երկնքում ես,
Քո անունը սու՛րբ լինի,
Քո թագավորությունը գա՛,
Քո կամքը լինի՛
Ինչպես երկնքում, այնպես երկրի վրա,
Մեր ամենօրյա հացը տուր մեզ այսօր
Եվ մեզ ներիր մեր պարտքերը,
Ինչպես մենք կներենք մեր պարտապաններին
Ու մեզ փորձության մի տանի,
Այլ փրկիր մեզ չարից,
Քանի որ քոնն է թագավորությունը,
Զորությունը և փառքը հավիտյանս հավիտենից,
Hajr mer, wor herkinys es,
surb jeghici anun ko,
jekesce arkajutjun ko,
jeghicin kamk ko,
worpes herkinys jew herkri.
Yzhac mer hanapazort tur mez
ajsor,
jew togh mez yzpartis mer,
worpes jew mek toghumk meroc
partapanac,
jew mi tanir yzmez i porcutjun,
ajl pyrkja yzmez i czare.

 

 Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością (…). Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13, 8-10).

 Bracia i Siostry w Chrystusie!

 Pamiętam, jak w liceum przerabiałem taką lekturę. Dramat, komedia Gabrieli Zapolskiej – jak sama autorka wyznała – napisana z nienawiści do obłudy. Chodzi oczywiście o Moralność Pani Dulskiej. Tytułowa bohaterka to osoba, która terroryzowała swoją rodzinę, wiele rzeczy robiła na pokaz, potrafiła modlić się i jednocześnie bić swoją służącą. Takie trochę podwójne życie. Inaczej w domu, inaczej poza domem.
Niestety literatura okazuje się niekiedy być ponadczasowa. Nie brakuje przecież takiego podwójnego życia i obecnie. Jak żyjemy w domach? Jak dzieci mówią do rodziców? A w szkole mają zachowanie wzorowe. Jakie są relacje w sąsiedztwie, w pracy?
Taka trudna żona żaliła się jednemu księdzu, że jej mąż, to taki straszny, że z nim żyć się nie da. A ksiądz na to, po co pani za niego wychodziła? A ona, że przed ślubem taki nie był. A ksiądz na to: w takim razie stał się taki przy pani.
A zatem coś z tą naszą wzajemną miłością jest nie tak. Czegoś brakuje. Dlatego Pan Jezus upomina nas przez Apostoła Pawła: Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością (…). Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13, 8-10).
Skoro należymy do wspólnoty Kościoła, to chyba chcemy sobie postawić to pytanie, co zrobić, aby było jeszcze lepiej? Nawet, jeśli nie jest beznadziejnie, bo pewnie w wielu przypadkach nie jest beznadziejnie, to co zrobić, aby z miłością, z realizacją przykazań Bożych, z naszą wiarą było jeszcze lepiej?

 Bracia i Siostry w Chrystusie!

 Kiedyś do jednej wiejskiej parafii przyszedł nowy proboszcz. W pierwszą niedzielę powalił wszystkich na kolana swoim kazaniem: płomienne, piękne, krótkie, jak spódniczka mini, ekologiczne, bo nie truł, no i na temat – co nie zawsze się zdarza. Mówił właśnie o wzajemnej miłości. Ludzie ucieszeni kazaniem, przybiegli również do kościoła w następną niedzielę, aby znów posłuchać kolejnego kazania. Ale – ku ich zdziwieniu – kolejnego nie było. Okazało się, że proboszcz powiedział takie samo kazanie. W kolejną niedzielę znów było takie samo. I w następną również. W końcu pobożne, a wpływowe niewiasty niewytrzymały, zdenerwowały się i poszły do księdza z pytaniem, dlaczego ciągle powtarza to samo kazanie. A on na to, że nie zauważył, aby po jego pierwszym kazaniu parafianie poprawili coś we wzajemnej miłości.
Czytamy wszyscy Ewangelię, poznajemy nauczanie Pana Jezusa, próbujemy zrozumieć, na czym polega doskonałe prawo miłości. I ciągle te same błędy.
A może to wynika właśnie z faktu, że Pan Jezus mówi, ale my Go nie słuchamy. Co z tego, że wierzymy w Boga. Trzeba uwierzyć Bogu. Św. Jakub w swoim liście przypomina: Wierzysz, że Bóg jest. I co z tego. Przecież i szatan wierzy, że Bóg jest (Jk 2, 19). Trzeba pójść dalej. Trzeba uwierzyć Bogu. Trzeba uwierzyć, że wszystko, co do mnie mówi – to są słowa prawdy. Bóg nie okłamuje nas. Nie wprowadza nas w błąd. Nie mówi do sąsiadki o potrzebie nawrócenia, ale konkretnie do mnie. Nie sąsiadka ma nauczyć się kochać, ale ja mam się nauczyć kochać. Bo miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13, 10).
Z ludźmi jest różnie. Czasami tacy, którzy sprzedają produkty z grupy musisz kupić zachwalają je i obiecują, że są rewelacyjne. Jak kupisz te pigułki, to od razu schudniesz. Kobieta bierze i nic. Jak użyjesz tego kremu, to od razu będziesz wyglądać młodziej. I jest na odwrót.
Inaczej jest z Panem Bogiem. On mówi zawsze prawdę, czasami trudną, ale prawdę. To fakt, że jest wymagający, ale wiemy, co za to mieć będziemy. Mówi: zachowuj przykazania, to będziesz szczęśliwy. Nie tylko kiedyś w niebie, ale już tutaj na ziemi. I tak faktycznie jest.

 Bracia i Siostry w Chrystusie!

 Św. Jakub w swoim liście mówi: Wiara bez uczynków jest martwa (Jk 2 ,17). Nie mam nic do tych, co siedzą w kościele w pierwszej ławce. Ale co z tego, że będziemy siadać w pierwszej ławce i śpiewać Wszystko Tobie oddać pragnę albo Daj mi Jezusa o matko moja, jak za tym nie pójdą nasze czyny.
Śmieszą mnie sondaże, gdy stawia się teoretyczne pytanie, na przykład ile osób jest za aborcją, gdy dziecko jest chore. A co by było, gdyby ten problem dotyczył ciebie, twojej rodziny? Jeden ksiądz opowiadał, że w liceum miał na katechezie w jednej klasie problem z uczniami, bo byli za aborcją chorych dzieci. Nie mógł ich przekonać. Nie przyjmowali żadnych argumentów. Szczególnie trudna w rozmowie na te tematy była jedna uczennica, nota bene córka dyrektor tej szkoły. Któregoś dnia ksiądz wziął tę klasę do ośrodka dla dzieci z zespołem Downa prowadzonego przez siostry zakonne. Siostra dyrektor przywitała młodzież i zanim zdążyła coś opowiedzieć o ośrodku, do tej dziewczyny, która była najbardziej przekonana do aborcji dzieci chorych, podbiegł chłopiec, chwycił ją za rękę i zapytał: Pobawisz się ze mną? A lubisz mnie? Porwał ją do zabawy. I bawiła się z tym chłopcem i mówiła mu, że go lubi. Potem w szkole już nie chciała wypowiadać się na temat aborcji. Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13, 10).
Jeden człowiek niewierzący powiedział do mnie, że denerwuje go, gdy katolicy nie są wierni zasadom swojej wiary. Mówi, że nie można nazywać katolikiem człowieka, który odrzuca niektóre prawdy wiary. Taki wybiórczy system religijny. Muszę się z nim zgodzić. Nie ma bowiem katolików konserwatystów i katolików liberałów. Albo jesteś katolikiem, albo nie. Niektórzy z was mogą być niezadowoleni, że tak to widzę. Nie ma Kościoła otwartego i zamkniętego. Jest jeden, święty, powszechny i apostolski. Zresztą o wierności temu, co mówi do nas Bóg, przypominał Pan Jezus: Wasza mowa niech będzie tak, tak, nie, nie. A co nadto jest, od złego pochodzi (Mt 5, 37).
Nasze codzienne życie jest sprawdzianem naszej wiary. Zawsze na początku roku szkolnego w szkołach pojawia się problem katechezy, lekcji religii. Niektórzy rodzice mają swoje wizje odnośnie do nauki religii. Jedni twierdzą, że decyzja w tej sprawie należy do dziecka, inni przywołują jakieś fikcyjne argumenty za koniecznością katechezy w salce parafialnej, bo ponoć było lepiej. Obecność dziecka lub młodego człowieka na katechezie w szkole to wyznanie wiary nie tylko jego, ale także jego rodziców, którzy wobec Kościoła składali deklarację, że chcą swoje dziecko wychować w wierze Kościoła i w taki sposób, jak chce tego Kościół. Dlatego pamiętaj, że jak nie ma w twoim życiu katechezy – to nie ma też świadectwa wiary.

 Bracia i Siostry w Chrystusie!

Co z tego, że będziemy mówić, że wierzymy, a nie będziemy spełniać odpowiednich uczynków. To nie jest wiara. Wiara domaga się poznania nauki Jezusa i zaufania Mu. Chodzi o nawiązanie z Nim dojrzałej, osobowej, intymnej relacji. Wiara jest synonimem ciągłego rozwoju duchowego. Jak leży uczestnictwo we Mszy świętej, jak spowiedź jest płytka a czasem świętokradzka, to nie ma wiary. Są to jedynie zachowania wiaropodobne.
To tak, jak idziesz na straganik odpustowy i kupujesz pierścionek z tombaku. Chwalisz się wszystkim, że jest on ze złota. Ale i tak wiesz, że to zwykły tombak. Choćbyś zapewniała innych, że to złoto, i tak to jest tylko tombak. Podobnie może być z miłością, czy wiarą. Dlatego trzeba starać się, aby unikać zachowania czy to miłościopodobnego, czy to wiaropodobnego, a w zamian za to wierzyć i kochać.

 Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13, 8-10).

ks. dr Marcin Kołodziej

Królestwo niebieskie podobne jest do czegoś drogocennego (Mt 13, 44-46).

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Pamiętam, jak mnie kiedyś zaczepili Świadkowie Jehowy i zapytali, czy uważam, że Bóg kiedyś na ziemi zaprowadzi swoje królestwo? I pytali, kiedy będzie niebo na ziemi? Oraz czy w ogóle jest możliwe niebo na ziemi? A my katolicy dobrze wiemy, że to królestwo Boże – które Pan Jezus przedstawia jako coś szczególnie drogocennego – jest nie tylko w niebie, ale jest obecne już tutaj na ziemi. Że to królestwo Boże jest pośród nas, zwłaszcza wtedy, gdy żyjemy według Bożego prawa, według Bożych przykazań. A kiedy będzie niebo na ziemi? Tak odpowiadamy Świadkom Jehowy: Niebem na ziemi jest właśnie Eucharystia. Pozwólcie zatem, że myśląc o królestwie Bożym i niebie, popatrzymy na Eucharystię.
Różnie myślimy i mówimy o Eucharystii. Czasami nawet brzydko żartujemy z Eucharystii. Przyznacie, że niejednokrotnie w towarzystwie pojawiły się takie brzydkie kawały: Które wino jest najmocniejsze? Mszalne, bo jeden pije, a cały kościół śpiewa. Albo ostatnio usłyszałem od kogoś definicję Eucharystii: Wino, kobiety i śpiew.
A przecież Eucharystia, Msza święta tak naprawdę jest właśnie niebem na ziemi. Przede wszystkim w teologii prawosławnej jest takie piękne przekonanie, że podczas Mszy świętej Pan Jezus nie tyle zstępuje do nas na ziemię, ile unosi nas na ucztę niebieską w niebie. Zabiera nas do nieba i tam dla nas sprawuje Mszę świętą. W liturgii rzymskiej, w pierwszej Modlitwie eucharystycznej dochodzi do głosu podobne przekonanie, gdy kapłan wypowiada słowa: Pokornie Cię błagamy, wszechmogący Boże, niech Twój święty Anioł zaniesie tę Ofiarę na ołtarz w niebie przed oblicze boskiego majestatu Twego, abyśmy przyjmując z tego ołtarza Najświętsze Ciało i Krew Twojego Syna, otrzymali obfite błogosławieństwo i łaskę. W taki właśnie sposób należałoby postrzegać Eucharystię. 

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Eucharystia w Kościele jest jego sercem. Można powiedzieć, że jest źrenicą oka Kościoła. Jak przypominał św. Jan Paweł II w swojej encyklice o Eucharystii: Kościół żyje dzięki Eucharystii (EE 1). Bo w niej zawiera się całe dobro duchowe Kościoła. A tym dobrem jest sam Chrystus. Eucharystia stanowi Kościół. Od niej się zaczęło. Należy ona do istoty Kościoła. Gdyby nie było Eucharystii – moglibyśmy powiedzieć – nie byłoby niczego.
Dlatego też chrześcijanie od początku dokładali starań, aby sprawować Eucharystię pięknie i godnie. Zawsze starannie przygotowywali Mszę świętą, ale także do niej się starannie przygotowywali. Trzeba pamiętać, że na początku w Cesarstwie Rzymskim i w Izraelu niedziela – pierwszy dzień tygodnia – była zwyczajnym dniem pracującym. Stąd też chrześcijanie potrzebowali szczególnej mobilizacji, aby znaleźć czas i pójść na Eucharystię. Mszę świętą na początku musieli najczęściej sprawować w nocy. Albo była to noc po szabacie albo noc po pierwszym dniu tygodnia. Dodatkowo musieli jeszcze uważać, bo było to zakazane, a oni doświadczali przecież prześladowań. Mimo tego odważnie przychodzili.
Myślę, że niektórzy z nas mogliby się zawstydzić. Bo niekiedy zamiast na Mszę świętą, wybieramy się na zakupy. Pamiętam, jak jedna pani motywowała mi, dlaczego w niedzielę idzie na plac targowy przy Młynie we Wrocławiu. Bo tam można kupić tanio dobre cukierki z Ukrainy, a ona właśnie bardzo je lubi. Oczywiście nie jesteśmy niewolnikami. Nie jesteśmy też wyznawcami judaizmu, którzy liczą kroki, jakie mogą zrobić w szabat. Ale nam, katolikom nie wypada tak spędzać niedzieli, Dnia Pańskiego. Dla nas najwyższym wydarzeniem niedzieli nie może być plac targowy, ale właśnie Eucharystia. 

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Do Eucharystii trzeba wszystko odpowiednio przygotować. Trzeba przygotować kościół jako miejsce celebracji. Zadbać o to, aby był on zawsze odświętnie przystrojony. Czyste obrusy, piękne kwiaty, posprzątane. Dekoracja jest po to, aby nie przysłaniała tego, co najważniejsze: ołtarza, darów ofiarnych na ołtarzu, tabernakulum, ambony. Dekoracja ma być dodatkiem, a nie istotą. Panie, które noszą biżuterię wiedzą, o co tu chodzi. Biżuteria nie może przysłonić pięknej pani, ale ma ją tylko udekorować. Mężczyzna ma spojrzeć na panią, a nie na jej biżuterię.
Ale też trzeba przygotować siebie. Musimy przygotować nasze serca przez spowiedź świętą. Jak trzeba się wyspowiadać, to jak najszybciej, przed Mszą świętą, albo zaraz na początku, aby móc uczestniczyć w całej Mszy świętej, a nie od pewnego momentu. Musimy również jakoś zewnętrznie wyglądać. Nasz ubiór ma być odświętny. Strój powinien być raczej godny niż wygodny. Tak, jakbyśmy szli na spotkanie w sprawie nowej pracy. Dlatego panowie – zwłaszcza, gdy jest ciepło – niech nie przesadzają z krótkimi spodenkami. A panie niech nie przesadzają z krótkimi ubiorami.
Także nasz udział jest ważny. Nie przychodzimy do teatru, oglądać sztukę, być niemymi świadkami. Ale uczestniczyć. Jest takie ładne słowo w języku łacińskim – participare [uczestniczyć]. To znaczy, że każdy ma wziąć właściwą dla siebie część [part]. Mamy się angażować w liturgię. W śpiewy, odpowiedzi, modlitwy, postawy. Jak ktoś jest zapalonym kibicem, to dobrze wie, jak się zachować na meczu. Trzeba kibicować. Być czynnym. Podobnie na Mszy świętej, trzeba być zaangażowanym.
Jak ważni w kościele są też ministranci. Jak ważna jest ich posługa. Jak są istotni przy ołtarzu. Trzeba w tym momencie ubolewać, że niektórzy rodzice nie chcą zrozumieć istoty posługi ministrantów. Nie pilnują, aby ich synowie byli na wyznaczonych dyżurach. A ilu rodziców mogłoby posłać synów do służenia, a tego nie robią. Parafia to przecież dobro wspólne. Nie można mieć pięknej Mszy świętej bez zaangażowania wszystkich uczestników. Można pójść dalej i powiedzieć, że nie wystarczy czuć się na Mszy świętej jak kibic, ale trzeba poczuć się jak grający na boisku piłkarze.
Także ważne są nasze serce, z którymi przychodzimy na Eucharystię. Mają być w stanie łaski uświęcającej. Dlaczego zdarza się, że przychodzimy na Mszę świętą i nie chcemy przyjąć Chrystusa w Komunii świętej? To nie jest właściwa postawa. Mam taką jedną znajomą, która jak idzie w gości, to już od drzwi mówi: Nie stawiajcie mi talerzyka, bo nie będę jadła. Bez sensu. Ktoś przygotuje, a ona nie chce nawet spróbować. Synowe wiedzą, pojedź do teściowej i powiedz jej, że ci obiad nie smakuje, albo że go nie zjesz. Sprawa jest w zasadzie przesądzona. Dlatego nie można gardzić Komunią świętą. Pomyśleć zawsze o tym, że idziemy na Msze świętą i do tego się przygotować.
Bardzo ważny jest też szacunek do Eucharystii. Niedawno rozmawiałem ze znajomymi na temat przeżywania Mszy świętej. To są ważne tematy. Zapytali jaka jest – według mnie – najlepsza postawa podczas przyjmowania Komunii świętej. Odpowiedziałem, że dla mnie najlepsza jest postawa klęcząca. Oczywiście wszystkie postawy są wpisane w życie Kościoła. I postawa stojąca ma swoją głęboką wymowę. Bo jest przecież wyrazem gotowości do pójścia za Chrystusem. Jest to postawa ludzi wolnych, a przecież jako wolni stajemy przed Bogiem. Ale obecnie wydaje się, że konieczne byłoby preferowanie postawy klęczącej. Dlaczego? Bo za mało jest w nas czci do Najświętszego Sakramentu. Tak mało ludzi klęka, gdy na ulicy zobaczy księdza niosącego Najświętszy Sakrament. Tak wielu ludzi nie potrafi się zachować podczas procesji Bożego Ciała. Słabe jest też przeżywanie przez dzieci i ich rodziny dnia I Komunii świętej. Że nie wspomnę już o niektórych dziwactwach ze strony księży podczas sprawowania Mszy świętej. To wszystko wynika pewnie z tego, że spowszedniała nam Eucharystia. Zapomnieliśmy, że w niej spotykamy się z samym Chrystusem. 

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Potrzebujemy Jezusa Chrystusa obecnego w Eucharystii. Potrzebujemy Jezusa obecnego we wspólnocie Kościoła, bo wówczas lepiej też rozumiemy nas samych. Są tacy, którzy w obecnych czasach niepotrzebnie odchodzą od Kościoła, bo myślą, że wówczas odnajdą przepis na życie. Można odsunąć się od Eucharystii, można odejść od wspólnoty Kościoła, ale – zapewniam was – będzie jeszcze trudniej. Wystarczy spojrzeć na witraże w kościele. One są tak zrobione, że lepiej się je widzi wewnątrz budynku. Jak wyjdzie się z kościoła, nie można zobaczyć, co one przedstawiają. Podobnie jest w życiu. Lepiej trwać we wspólnocie Kościoła i żyć Eucharystią. Może nie zawsze jest idealnie, ale dzięki temu lepiej się widzi oraz rozumie Jezusa i innych ludzi. A poza tym Eucharystia to niebo na ziemi. To drogocenny dla nas znak królestwa Bożego.

Królestwo niebieskie podobne jest do czegoś drogocennego (Mt 13, 44-46).

ks. dr Marcin Kołodziej

 Nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za matkę
(św. Cyprian z Kartaginy).

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Panie  Jezu  Chryste, przez Twoją śmierć na krzyżu Bóg Ojciec wprowadził pokój między niebem i ziemią. Prosimy Cię, nie zważaj na grzechy nasze, lecz na wiarę swojego Kościoła i zgodnie z Twoją wolą napełniaj go pokojem i doprowadź do pełnej jedności. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków”.
Znamy te słowa? Pewnie wielu dobrze je kojarzy. To są słowa mszalnej modlitwy o pokój w obrządku rzymskim wypowiadanej przez kapłana, która poprzedza moment przyjęcia Komunii świętej. O czym te słowa nam przypominają? Że wiara całej wspólnoty Kościoła jest potężniejsza niż grzechy poszczególnych osób. My czasami za bardzo koncentrujemy się na naszych grzechach, a za mało na wierze całego Kościoła. A ta wiara jest przecież podstawą. Jest fundamentem, na którym budujemy naszą relację z Bogiem. Mówi św. Jan w swojej Ewangelii: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16). Wiarę otrzymaliśmy przecież za pośrednictwem Kościoła. Gdyby nie Kościół, nie poznalibyśmy osoby Jezusa Chrystusa. Dlatego warto czasem zastanowić się nad tym, czym jest Kościół?
W środkach masowego przekazu, zwłaszcza tych liberalnych, lewicujących, patrzy się na Kościół wyrywkowo, z jednego punktu widzenia. I wtedy jakakolwiek ocena Kościoła nie jest obiektywna. Aby zrozumieć, czym naprawdę jest Kościół, trzeba popatrzeć na niego całościowo.
Jest taka baśń hinduska pod tytułem Słoń i ślepcy. Pięciu ślepych mędrców zostało poproszonych, aby opisali słonia. Pierwszy z nich natrafił swoją ręką na grzbiet słonia i stwierdził, że słoń jest jak szczotka. Drugi natrafił na trąbę i stwierdził, że słoń jest jak wąż. Trzeci z nich dotknął nogi słonia i stwierdził, że słoń jest jak pień drzewa. Czwarty ślepy mędrzec dotknął ogona słonia i stwierdził, że słoń jest jak lina. W końcu piąty natrafił na odchody słonia i stwierdził, że słoń jest miękki i półpłynny. Każdy z nich przekazał jakąś informację na temat słonia, ale żadna z nich nie była kompletna. Podobnie jest z Kościołem. Aby opisać Kościół, nie można mówić o nim wyrywkowo, ale trzeba spojrzeć całościowo.
Nie można też tak zupełnie marginalnie patrzeć na Kościół, jak w tej anegdocie: Umarł papież i poszedł do nieba. U wrót raju pyta go św. Piotr: Ktoś ty? A papież odpowiada: Jestem Biskupem Rzymu, Namiestnikiem Chrystusa na ziemi. A św. Piotr na to: Nie kojarzę, ale poczekaj, pójdę zapytać szefa. Zapytał św. Piotr Boga Ojca, a On odpowiedział, że nie wie o kogo chodzi. Poszedł więc do Pana Jezusa. A Jezus po chwili namysłu odpowiedział, że wygląda na to, że koło rybackie, które On założył przeszło 2000 lat temu do tej pory jeszcze działa. Gdybyśmy tylko tak spojrzeli na Kościół, byłoby to wielkie uproszczenie.
Pięknie o Kościele, a konkretnie o swojej diecezji, czyli takiej cząstce całego Kościoła, która oddaje jego prawdziwą naturę w konkretnym miejscu, napisał ks. kard. Karol Wojtyła na krótko przed wyborem na papieża. W poemacie Stanisław napisał tak:
Pragnę opisać Kościół – mój Kościół, który rodzi się wraz ze mną,
lecz ze mną nie umiera – ja też nie umieram z nim,
który mnie stale przerasta – Kościół: dno bytu mojego i szczyt.
Kościół, korzeń, który zapuszczam w przeszłość i przyszłość zarazem,
Sakrament mojego istnienia w Bogu, który jest Ojcem (Stanisław, I). 

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Jaki zatem jest ten nasz Kościół? Kto go założył? Gdy zapytamy Świadków Jehowy usłyszymy, że Kościół został założony przez Konstantyna Wielkiego. Oczywiście to nieprawda. Cesarza Konstantyn przysłużył się chrześcijaństwu, bo wraz z Licyniuszem – cesarzem Wschodu przyłożył w 313 roku rękę do edyktu mediolańskiego, który pozwalał chrześcijanom czcić swojego Boga, ale on Kościoła nie założył. Uczynił to sam Chrystus, który powiedział do św. Piotra: Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie (Mt 16, 18-19). I na osobie św. Piotra oraz na jego każdorazowym następcy ten Kościół funkcjonuje do dzisiaj. Św. Ambroży z Mediolanu miał takie powiedzenie: Ubi Petrus, ibi Ecclesia [Gdzie Piotr, tam Kościół]. 
Czasami ludzie mówią, że głową Kościoła jest papież. Ale to nieprawda. W anglikanizmie jest tak, że głową Kościoła anglikańskiego jest królowa. Na szczęście u nas jest inaczej. Głową Kościoła jest sam Chrystus. Niektórzy mówią: ale to przecież taka przenośnia, bo niewidzialną głową Kościoła jest Jezus, ale widzialną głową jest papież. O stworach, które mają dwie lub więcej głów to czytałem w mitologii greckiej. Była na przykład taka Chimera czy Hydra, ale to nie ma nic wspólnego z wizją Kościoła.
Naturę Kościoła można najlepiej zrozumieć za pomocą obrazu człowieka. Głowa jest jedna, prócz tego są inne członki ciała. Ale wszystkie członki ciała są ważne – jak podkreśla w 1 Liście do Koryntian św. Paweł (1 Kor 12, 12-27). Kim jest zatem papież? Jak go określić? Jest znakiem Chrystusa na ziemi. Jego zastępcą, namiestnikiem.
A na studiach podczas wykładów z teologii dogmatycznej usłyszałem jeszcze od profesora najprostszą definicję Kościoła: Kościół to Chrystus i my. Bardzo lubię tę definicję. Bo z jednej strony jest tak bardzo prosta, z drugiej zaś całkowicie oddająca istotę Kościoła. Nie ma bowiem Chrystusa bez Kościoła. Ani Kościoła bez Chrystusa. Dlatego, gdy ktoś mówi: Chrystus – tak, Kościół – nie. To wygaduje bzdury. Kościół jest ideą Chrystusa. Jest Jego częścią. Dlatego, gdy ktoś odrzuca Kościół, odrzuca samego Chrystusa. 

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Prawdziwy Kościół to ten, o którym mówimy w wyznaniu wiary: Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów.
Kościół musi być jeden. Bo Bóg jest jeden. I założył jeden Kościół. Apostołowie nie zakładali jakichś odrębnych Kościołów, ale w poszczególnych miastach tworzyli takie wspólnoty, jak diecezje, parafie, które należą do jednego Kościoła.
O Kościele mówi się, że to święty Kościół grzesznych ludzi. I to prawda. Świętość w Kościele gwarantuje obecność Boga. On jest święty, dlatego Kościół jest święty. Mówi Bóg: Świętymi bądźcie, bo ja jestem święty, Pan Bóg wasz (1 P 1, 16). Grzech w Kościele zaś wynika niestety z naszych słabości. Ale mamy robić wszystko, aby tego grzechu było jak najmniej, a tej świętości jak najwięcej.
Kościół jest powszechny. Jest takie piękne słowo w języku greckim: katholicos. Oznacza ono właśnie powszechny. Kościół katolicki jest powszechny, bo jest otwarty na każdego, nikogo nie wyklucza, wszystkich zaprasza. W sektach tak dobrze nie jest. Nie każdy może uczestniczyć w spotkaniach modlitewnych sekty. Nie każdy może się nawet pochwalić, że należy do sekty. A do Kościoła powszechnego – każdy może należeć.
Kościół jest apostolski. Bo założył go Chrystus na fundamencie apostołów. Mówi św. Paweł w Liście do Efezjan: Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga – zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus (Ef 2, 19-20).
Taki jest Kościół, który tworzymy i do którego warto należeć. Tylko w tym Kościele, dzięki Chrystusowi będziemy mogli osiągnąć zbawienie. I to podkreśla św. Jan, gdy mówi: Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3, 17). A prawdę o zbawieniu w Chrystusie przypomina nam słynna maksyma św. Cypriana z Kartaginy, który mawiał: Extra Ecclesiam nulla salus [Poza Kościołem nie ma zbawienia]. 

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Nawet, jak coś nas w tym Kościele denerwuje, czy to ksiądz, czy to inny człowiek wierzący, czy to nawet system funkcjonowania Kościoła, to pamiętajmy, że Kościół jest dziełem samego Boga. Jest nawet taka anegdota, która o tym przypomina, jak to jeden wyznawca judaizmu chciał ochrzcić się i przejść na katolicyzm. Poszedł więc do proboszcza parafii, na terenie której mieszkał i zapytał o możliwość przyjęcia chrztu. Ksiądz powiedział, że oczywiście jest taka możliwość, tylko musi go najpierw odpowiednio przygotować przez katechezy. Mężczyzna się zgodził. Zaznaczył jednak, że zanim przyjmie chrzest, po przygotowaniu pojedzie na pielgrzymkę do Rzymu i po powrocie przyjmie chrzest. Ksiądz się wtedy nieco zmartwił i zachęcał go, aby przyjął ten chrzest jednak jeszcze przed wyjazdem do Rzymu, bo myślał sobie, że jak tam pojedzie i zobaczy te wszystkie niedociągnięcia Kościoła, to pewnie zrezygnuje z chrztu. Kandydat do chrztu jednak upierał się i po przygotowaniu katechetycznym pojechał do Rzymu. Ksiądz już stracił nadzieję, że ten chrzest w ogóle się odbędzie. A tu, po powrocie z Rzymu mężczyzna przyszedł do księdza i oznajmił, że chce zostać katolikiem. Ksiądz zdziwił się i zapytał go, czy po tym, co zobaczył w Rzymie, te wszystkie niedociągnięcia Kościoła, te wszystkie jego słabości, chce nadal przyjąć chrzest i wstąpić do Kościoła? A on stwierdził, że tak. Widział to wszystko i skoro mimo bałaganu ten Kościół istnieje do dzisiaj, dla niego jest to znak, że faktycznie Kościół jest dziełem Boga, bo w normalnych warunkach by tego nie przetrzymał.
I dlatego między innymi warto należeć do Kościoła, bo w nim mamy do czynienia z prawdziwą obecnością Chrystusa, który jest pośród nas, wspiera nas, błogosławi i o nas zawsze pamięta.

Nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za matkę (św. Cyprian z Kartaginy).

ks. dr Marcin Kołodziej

Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz (Jk 4, 3). 

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Pewnie niektórzy dobrze pamiętają scenę z filmu Nie ma mocnych, jak to rzekomo umierający już Pawlak zamawia u księdza, który do niego przyszedł z Komunią świętą, Mszę świętą w intencji, aby jego wnuczce Ani noga się podwinęła na studiach, i aby ona szczęśliwie do nich na wieś powróciła.
Albo jeden z księży opowiadał historię, jak parafianka zamawiała u niego Mszę świętą w pewnej intencji. Można takie intencje zamawiać, bo nie zawsze trzeba na głos wypowiadać swoją prośbę do Boga. Ale ksiądz z ciekawości zapytał, o co chodzi w tej intencji. Pani nie chciała powiedzieć, więc ksiądz nieco nalegał. W końcu parafianka uległa i stwierdziła, że chce się pomodlić za swoją sąsiadkę, aby jej się tak dobrze w życiu nie powodziło, jak to jest do tej pory.
Te sytuacje są obrazami dla słów św. Jakuba: Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz (Jk 4, 3). 

Bracia i Siostry w Chrystusie! 

Św. Jan Paweł II w liście apostolskim Novo millenio ineunte napisanym w 2001 roku z okazji zakończenia Roku Jubileuszowego i rozpoczęcia nowego tysiąclecia stwierdził: Modlitwy trzeba się uczyć, wciąż na nowo niejako przyswajając sobie tę sztukę od samego boskiego Mistrza (nr 32).
Modlitwa jest niewątpliwie sztuką. I to sztuką niełatwą. Jeżeli ktoś się przykłada do modlitwy, pracuje nad swoją modlitwą, to ze spokojem może stwierdzić, że ma problem z modlitwą. Bo z jednej strony nie chcielibyśmy uprawiać banalnej modlitwy, prymitywnej, niedojrzałej. A z drugiej strony nie lubimy też modlitwy górnolotnej, napompowanej, wyrażanej w słowach, których nikt nie potrafi zrozumieć, nawet chyba sam Pan Bóg. Dlatego chcielibyśmy modlić się tak, abyśmy i my byli z modlitwy zadowoleni, i aby sam Pan Jezus był z niej zadowolony.
Na szczęście nie tylko my mamy problem z modlitwą. Apostołowie też mieli problem, jak się dobrze modlić. Jakich słów używać. Pewnego razu nawet przyszli do Jezusa z prośbą: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów (Łk 11, 1). Wtedy Pan Jezus podyktował im – jak nam się wydaje – najprostszą i najładniejszą modlitwę: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie (Łk 11, 2).

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Dobra modlitwa to taka, która gwarantuje trwanie w dialogu z Panem Jezusem. Gwarantuje rozmowę z Nim. Gwarantuje bycie w bliskiej relacji do Boga.
Jedna pani opowiadała: Proszę księdza, nie wychodziła mi modlitwa, zaczęła mnie denerwować. Wydawało mi się, że Bóg mnie nie słucha i wtedy przestałam się modlić.
Z własnego doświadczenia również wiem, że czasami zdarzają się takie sytuacje, gdy wskutek trudności z modlitwą, postanawiamy z niej zrezygnować albo ją odstawić. Nie jest to jednak właściwe rozwiązanie.
Czytałem w życiorysie św. Matki Teresy z Kalkuty, że ona przez blisko 50 lat swojego życia przeżywała to, co mistycy nazywają ciemnością duszy czy nocą duchową. Czyli takie doświadczenie, jakby Bóg był daleko od człowieka, nieobecny, niezainteresowany nim. W jej pamiętnikach są zapisane takie słowa: Gdzie jest moja wiara? Nawet głęboko (...) nie ma niczego prócz pustki i ciemności (…). Jeśli jest Bóg – niech mi wybaczy. Może nas to bardzo zadziwiać. Ta, która codziennie godzinę czasu spędzała na adoracji Najświętszego Sakramentu i robiła niesamowite rzeczy dla biednych i chorych w Kalkucie, miała trudności z modlitwą. Co więcej – do tych trudności potrafiła się przyznać, mimo, że wszyscy ją szanowali i uważali za świętą za życia. Ale najważniejsze w jej trudnościach z wiarą było to, że nigdy – nawet w chwilach głębokiego kryzysu – nie zrezygnowała z modlitwy.

Bracia i Siostry w Chrystusie!

To jest wskazówka dla nas, którzy również możemy mieć – i pewnie mamy – problemy z modlitwą. Wytrwać na modlitwie, nawet wtedy, gdy jest pokusa porzucenia tej praktyki. W przypadku św. Matki Teresy z Kalkuty to się opłacało. Bo została świętą, czyli wiemy, że ostatecznie trafiła do nieba.
Stąd też św. Jan Paweł II, gdy w Liście do młodych zachęcał ich do modlitwy i dialogu z Bogiem, napisał: Dlatego proszę Was, abyście na tym niesłychanie ważnym etapie Waszej młodości nie przerywali rozmowy z Chrystusem – owszem, abyście ją wówczas tym bardziej podejmowali (nr 10).
Tę piękną i szczególną relację z Bogiem, która powstaje podczas modlitwy oddają słowa Pana Jezusa z Ewangelii według św. Jana: Wytrwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie (J 15, 4).

 Bracia i Siostry w Chrystusie!

Św. Jakub poucza w swoim liście: Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz (Jk 4, 3).
Jeden pan powiedział mi, że się przestał modlić, bo Bóg nie wysłuchiwał jego próśb. Możemy postawić pytanie: Dlaczego Bóg nie wysłuchuje naszych próśb? Ponieważ, albo prośba nie jest zgodna z Jego wolą, a co za tym idzie – nie jest dla nas dobra, albo się źle modlimy.
A kiedy modlimy się źle? Są trzy sytuacje.
Po pierwsze wtedy, gdy modlitwa jest zła. Brak zaangażowania w nią, brak serca, brak wiary w to, że zostanie wysłuchana. Czasami to widać na przykład na ślubach, że państwo młodzi i ich goście wcale nie są zainteresowani modlitwą, tylko imprezą i tym, co zewnętrzne.
Po drugie wtedy, gdy modlimy się będąc złymi ludźmi. Krzywdzimy innych, dokuczamy innym. Ranimy ich. A potem idziemy do kościoła na modlitwę i mamy nadzieję, że zostanie ona wysłuchana. Może wtedy właśnie nie zostać wysłuchana.
Po trzecie wtedy, gdy się modlimy o złe rzeczy. Jak chociażby modlitwa Pawlaka z filmu Nie ma mocnych lub intencja mszalna tej pani, która chciała się pomodlić o niepomyślność dla swojej sąsiadki.

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Dlatego wsłuchani w słowo Boże i umocnieni Komunią świętą – sakramentalną lub duchową – pracujmy nad sobą, aby nasza modlitwa była piękna i dobra. Bo modlitwa jest najistotniejszą kwestią w naszym katolicyzmie. A wtedy na pewno nie do nas będą się odnosiły słowa św. Jakuba: Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz (Jk 4, 3). Bo nie o zaspokojenia naszych żądz będzie nam chodziło, ale przede wszystkim o wypełnienie woli Bożej.

 Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz (Jk 4, 3).

ks. dr Marcin Kołodziej

  « powrót

Stacja XIV – Jezus złożony do grobu

Miłość potrafi oczekiwać
Martwego Jezusa namaszczono niedokładnie i pogrzebano w pośpiechu. Zatoczony kamień zakończył długą mękę i krótki pogrzeb. Taki koniec drogi Jezusa ujrzały ludzkie oczy. Ale oczy człowieka nie widzą dokładnie, dostrzegają jedynie skrawek rzeczywistości, nie są w stanie uchwycić doskonałości.
Bóg w grobie - absurd, który był rzeczywistością. Bóg w grobie - absurd, który jest wykrzyknikiem: Uważaj, człowieku! Nie wszystko rozumiesz, nie dostrzegasz wszystkiego!
Życie wielokrotnie stawia nas wobec takich wykrzykników: śmierć dziecka, cierpienie niewinnych... Tylko miłość, która umie czekać, będzie świadkiem zmartwychwstania. Tylko miłość, która umie czekać, pozna prawdę o rzeczach niepojętych i wydarzeniach niezrozumiałych.

Bóg w grobie - to jeszcze nie koniec.

  « Stacja XIII                                                                                         

  « powrót

Stacja XIII – Jezus zdjęty z krzyża

Miłość nie liczy doznanych krzywd 
Ciało Jezusa zdjęto z krzyża i oddano Matce. Maryja, tuląc martwego Syna dopełnia "fiat" wypowiedziane kiedyś w Nazarecie. "Niech mi się stanie według twego słowa" - Służebnica Pańska w zwiastowaniu, Służebnica Pańska wobec śmierci Syna. Zawsze zachowująca w swym sercu Boże dzieła: te radosne i te bolesne; zachowująca w sercu, bez prowadzenia rachunku swoich zasług i boleści; rozważająca je w swoim sercu, bez pychy z powodu swojego wyniesienia i bez upominania się o wynagrodzenie cierpienia.
Miłość nie prowadzi rachunkowości, zawsze jest dawaniem.

Matko nad zwłokami Syna, niechaj bez zastrzeżeń przyjmę prawdę, że miłość nie liczy doznanych krzywd.

  « Stacja XII                                          Stacja XIV  »

  « powrót

Stacja XII – Jezus umiera na krzyżu

Miłość wszystkiemu wierzy
Jezus umiera na krzyżu. Zawieszony nad ziemią - jako wyklęty z ludzkiego rodu, jeszcze nie w niebie - bo śmierć zwleka. Pomiędzy ziemią a niebem - samotny. Już wszystko dokonał, aby przekonać świat o miłości Ojca. Wszystko już ofiarował: uniżenie Boga, gdy stał się Człowiekiem, życie wypełnione głoszeniem dobrej nowiny, swoje Ciało i Krew w Wieczerniku i podczas męki, Matkę swoją, teraz także własnego ducha złożonego w ręce Ojca dla życia każdego człowieka.
Jezus jest hojnym dawcą, nie liczy się z kosztami. Rozdaje swoją miłość bez żyrantów, bez poręczeń majątkowych. Bóg kocha za darmo i wierzy w człowieka, że przyjmie tę miłość, że tę miłość pokocha.

Jezu umierający, pomóż mi przyjąć dar Twego zbawienia. Niech spełni się miłość która wszystkiemu wierzy.

  « Stacja XI                                          Stacja XIII  »

  « powrót

Stacja XI – Jezus przybity do krzyża

Miłość nie wybucha gniewem
Jezus pozwala przybić się do krzyża. Nie dochodzi swoich praw, nie buntuje się, nie przeklina swoich krzywdzicieli. Miłość pozwala się ukrzyżować, bo wierzy w swoje ostateczne zwycięstwo.
Cierpienie odbiera nam siły, stajemy się rozdrażnieni, łatwo nas zdenerwować. Ból przybijanego do krzyża Jezusa, który nie pała nienawiścią do oprawców, zmusza nas do postawienia sobie pytania: skąd bierze siły, by tak znosić cierpienie? Odpowiedź jest wciąż ta sama: bo kocha. Miłość daje Mu siły, aby bez buntu przyjąć cierpienie. Miłość - także do tych, którzy Go krzyżują. W miłości nie ma pragnienia zemsty, odwetu.

Jezu, pokorny w czasie krzyżowania, niechaj cierpiący odnajdują siłę w miłości, która nie wybucha gniewem.

  « Stacja X                                          Stacja XII  »

  « powrót

Stacja X – Jezus z szat obnażony

Miłość nie postępuje nieprzyzwoicie
Na szczycie Golgoty Jezus dopełnia swojej ofiary. Żołnierze zdzierają z Niego szaty. Nadszedł czas, aby na ołtarzu miłości złożyć nawet ludzką godność i wyzbyć się prawa do czci przynależnej każdemu. Jezus godzi się na to, bo chce odkupić wszystkie grzechy i krzywdy świata. Bierze więc na siebie każdy brak miłości i szacunku, każdą podeptaną godność. One właśnie są haniebną nagością ludzkości. Zaradzić jej może jedynie miłość - czysty dar z siebie. Jezus oddaje siebie do końca, aby okryć tę nagość świata, bo miłość zakrywa wiele grzechów" (1P 4, 8).

Jezu, Obrońco naszego człowieczeństwa, niech wszyscy ludzie uwierzą, że miłość nie postępuje nieprzyzwoicie.

  « Stacja IX                                          Stacja XI  »

  « powrót

Stacja IX – Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem

Miłość nigdy nie ustaje
Kolejny upadek Jezusa, kolejna bolesna porażka. Oto le¬ży na ziemi zdruzgotany miłością, lecz nie zniechęcony. Trudna jest miłość wierna - chwila po chwili. Ciężka jest miłość nieodwzajemniona. Zniechęca bardzo - miłość samotna. Powala na ziemię - miłość zraniona. Jezus upadając, nie ginie jednak pod krzyżem. Miłość przywiodła Go na drogę krzyżową i miłość staje się siłą, aby mógł dojść na Golgotę. Ta sama miłość, która druzgocze, czyni Go mocnym, aby pójść dalej. Jezus powstaje właśnie dlatego, że kocha. I idzie, by ukochać do końca.

Jezu, niech w zniechęceniach czerpiemy silę z miłości, która nigdy nie ustaje.

  « Stacja VIII                                          Stacja X  »

  « powrót

Stacja VIII – Jezus pociesza płaczące niewiasty

Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz raduje się prawdą
Jezus spotkał na drodze krzyżowej kobiety, które płakały nad dokonującą się niesprawiedliwością. Współczuły Skazańcowi i Jezus z pewnością docenił ten odruch ludzkiej solidarności.
Jednak samo współczucie nie jest jeszcze miłością. Nie ten kocha prawdziwie, kto tylko łzy wylewa. Miłość cierpi z powodu niesprawiedliwości, lecz jednocześnie prowadzi do prawdy, która wyzwala. Miłość szuka prawdziwego dobra, nie samej tylko pociechy.
Jezus podczas swej męki okazuje płaczącym kobietom miłość, która jest prawdą. Mówi, że należy płakać nad ubóstwem własnego serca; wylewać łzy skruchy nad życiem, które nie dostrzega prawdy o sobie; współczuć nędzy, która wzrusza się losem biedaków, by uciec od poznania stanu własnej duszy.

Jezu, kochający człowieka prawdziwie, daj memu sercu oczy patrzące z miłością, która nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz raduje się prawdą.

  « Stacja VII                                          Stacja IX  »

 



  « powrót

Stacja VII – Drugi upadek pod krzyżem

Miłość jest cierpliwa
Jezus znowu upada, lecz także kolejny raz powstaje. Ile upadków, tyle podźwignięć z ziemi; ile porażek, tyle decyzji, aby iść dalej; ile zagubień, tyle powrotów. Skąd brać siły do takiego życia? Tylko miłość jest wystarczająco cierpliwa. Ona nie notuje ilości popełnionych błędów, ani nie określa limitu powrotów. Taką miłością kocha nas Bóg.
Jezus powstający z kolejnego upadku uczy także cierpliwej miłości do siebie samego. Choć upadam, nie jestem przecież swoim upadkiem. Zawsze mogę powstać, zawrócić, iść dalej... Bóg daje mi łaskę, bym powstał; zawsze daje mi kolejną szansę. Dlaczego więc sam sobie miałbym odmawiać tej szansy?

Jezu wytrwały w powstawaniu, wlej we mnie wiarę w miłość Boga, który zawsze przygarnia powracających; pomóż mi tak kochać siebie samego, bym nigdy nie odbierał sobie prawa do powstania z kolejnego upadku. Przecież miłość jest cierpliwa.

  « Stacja VI                                          Stacja VIII  »



  « powrót

Stacja VI – Święta Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Miłość nie szuka siebie
Weronika ujrzała człowieka, który cierpi. Nie dbając o własne bezpieczeństwo, chustą odważnej miłości otarła twarz Jezusowi.
Miłość żyje, kiedy jest wyrażana, kiedy jest okazywana odważnie. Miłość zawsze prowadzi od siebie do drugiej osoby, zawsze jest darem z siebie. Nigdy nie przywłaszcza sobie prawa do kogoś.
Odważna w okazywaniu - miłość, maluje w sercu oblicze osoby kochanej, jak twarz Jezusa na chuście Weroniki. Bóg nosi w swoim sercu oblicze ludzkości, umiłował nas przecież odważnie: aż do krzyża swojego Syna, aż do Jego śmierci.

Jezu, który nosisz w sercu moje oblicze, naucz mnie odwagi Weroniki; naucz mnie miłości, która nie szuka siebie.

  « Stacja V                                          Stacja VII  »

  « powrót

Stacja V – Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Miłość jest szlachetna
Szymon z Cyreny nie planował udziału w pochodzie skazańców. Trzeba było go aż zmusić, aby pomógł Jezusowi. Trudno się dziwić, bo któż chciałby pomagać zbrodniarzowi? Czy Szymon wiedział, że Jezus jest niewinny? Może bał się, że ludzkie języki na zawsze połączą go z tym Skazańcem...
Czy wolno pomagać złoczyńcy, świadczyć miłość krzywdzicielowi? A może ten, komu wahamy się pomóc, bo został okrzyknięty winowajcą, w rzeczywistości jest ofiarą, jak Jezus? Jakiego przymuszenia potrzeba, aby zdobyć się na dobro?

Jezu, nie chcę rozsądzać kto winien, a kto nie. Abym nie bał się kochać odrzuconych, rozpal we mnie miłość która jest szlachetna.

  « Stacja IV                                         Stacja VI  »



  « powrót

Stacja IV – Jezus spotyka Swoją Matkę

Miłość wszystko przetrzyma
Któż lepiej nauczy miłości niż matka? Jezus spełnia na krzyżowej drodze tę miłość, której Mistrzynią była Mu na ziemi Maryja. Stąd komunia serc, stąd miłość aż do krzyża, do krwi.
Zjednoczenie Matki i Syna w cierpieniu opiera się na ogromnym szacunku. Maryja cierpi z Synem, chciałaby odjąć mu bólu, lecz szanuje prawo Syna do cierpienia. Godzi się z wolą Bożą, która przewidziała mękę i śmierć Jezusa dla zbawienia świata. Matka jest obecna przy cierpiącym Synu. W tej miłującej obecności dojrzewa owoc zbawienia.
Trudno zgodzić się na cierpienie kogoś bliskiego. Robimy wszystko, aby oddalić od niego ból. I tak trzeba. Bywają jednak cierpienia, do których każdy ma prawo, bo bez nich nie dojrzeje, nie zrozumie, nie wzrośnie... Wtedy trzeba zgodzić się na nie i miłującą obecnością towarzyszyć cierpiącemu, aż dojrzeje w nim owoc zbawienia.

Jezu, nie proszę byś mnie i moim bliskim ujął koniecznego cierpienia. Proszę o miłość, która wszystko przetrzyma.

  « Stacja III                                          Stacja V  »



Podkategorie

Kim jesteśmy?
Jesteśmy Katolickim Kościołem Wschodnim, pełnoprawnym członem Kościoła Katolickiego, uznającym władzę i autorytet Biskupa Rzymu. Wyróżnia nas starożytny obrządek ormiański.

czytaj więcej
Obrządek ormiański
Obrządek ormiański wywodzi się z Armenii, z tradycji św. Bazylego. Uformowany przez św. Grzegorza Oświeciciela. Charakterystycznym wyróżnikiem jest język liturgiczny - grabar czyli język staroormiański.
czytaj więcej